Artykuły

„Kwartalnik Filmowy” 1997, nr 17, s. 46-48


Popiół czy diament?

Ryszard Ciarka

Z pamięci, po latach

Pierwsze widzenie, pierwszy kontakt, pierwsza przyjemność stanowią inicjację, to znaczy nie ustanawiają żadnej treści, ale otwierają wymiar, którego już nigdy nie będzie można zamknąć, ustalają poziom, do którego od tej chwili odnosić się będzie każde doświadczenie.

M. Merleau-Ponty Widzialne i niewidzialne

Kiedy kilka lat temu Peter Loizos odbierał mnie z dworca w Manchesterze, aby towarzyszyć mi w zacnym gronie teoretyków i praktyków filmu w wykładzie na temat antropologii wizualnej, nie przeczuwałem nawet, że przywołam w końcu to spotkanie jako punkt wyjścia do rozważań na temat Popiołu i diamentu. Ale nawet po latach, kiedy próbuję myśleć na temat tego filmu, wracam zawsze do tego samego zdarzenia.

Oto po kilku kurtuazyjnych grzecznościach, typowych pytaniach i zdawkowych odpowiedziach mój rozmówca zapytał mnie o filmy Andrzeja Wajdy. Już w ciasnej taksówce dobrnęliśmy do sedna, bowiem Peter Loizos szczególną estymą darzył filmy czarno-białe. Tak więc zgodnie wymieniliśmy PokolenieKanał, a gdy próbowałem wymienić Ashes and Diamonds, zobaczyłem tylko przeczący ruch ręki i usłyszałem jedyne w tamtym dniu słowa po polsku. Zrobiło się nawet miło, bo „dyjament” zabrzmiało jak z otchłani czasu, po Norwidowsku. Towarzyszył tym słowom jednak gest, który wyraźnie rozgraniczał oba rzeczowniki, stawiając je niejako w opozycji. I nawet jeśli zgodziłem się z tezą mojego rozmówcy, że Popiół i diament to film wspaniale ukazujący dramat zderzenia dwóch postaw, dwóch racji i tragiczne losy bohaterów, nie mogłem już pozbyć się myśli, czy takie rozumienie, taka interpretacja może mieć rzeczywiście jakiś sens. Kto lub co jest tu popiołem, a kto lub co diamentem.

Nawet jeśli założyć, że film ten powstał prawie pół wieku temu i jest mocno osadzony w realiach możliwości twórczych tamtych czasów. Nawet jeśli zarzucimy dziś, że Popiół i diament nie tylko ulega, ale jest programowo „posłuszny” ówczesnej propagandzie, to i tak niełatwo zgodzimy się z taką argumentacją, być może wyolbrzymioną tu przeze mnie, że film ten pokazuje popiół i diament tamtych nadziei i tamtych racji. Nawet jeśli komfort dnia dzisiejszego jednej ze stron rację przyznaje.

Ale pozostańmy bardziej podejrzliwi w naszych sądach i tak łatwo nie ulegajmy łatwej pokusie powrotu. Padają przecież w filmie słowa o konfrontacji, o śmiertelnym starciu dwóch ideologii.

46 –

Komunista Szczuka przekonuje przecież robotników, wzburzonych śmiercią kolegów, że koniec wojny to dopiero początek walki o Polskę, o to, jaki ma być ten kraj. Nawet kule przeznaczone dla Szczuki w nieudanym zamachu są nie tylko, co oczywiste, niemieckie, ale i angielskie. Z kolei major, bezpośredni przełożony Andrzeja, odpowiadając na jego wątpliwości związane z sensem dalszej walki, powiada, że tu nie może być żadnych kompromisów, po prostu „albo, albo”.

Znakomita zresztą jest to scena. Odrapany z tynku pokoik majora, do którego prowadzą drzwi, w których zamiast szybek przyklejone są niemieckie gazety, wyraźnie kontrastuje z dobrze utrzymanym, pełnym tradycyjnych bibelotów mieszkaniem Staniewiczów. Major, niepasujący, tak jak i Andrzej, swoim strojem do otoczenia, wypowiadając swoje kwestie na temat konieczności zabicia Szczuki, bawi się nieustannie latarką na prądnicę, nowiutkim zachodnim gadżetem. To jakby odpowiedź na scenę wcześniejszą, gdzie Szczuka popija herbatę w obskurnym hotelowym pokoiku, na wschodnią modłę nalewając ją sobie na spodeczek. Zresztą pomnikowa postać komunistycznego działacza w noszonym „po leninowsku” na ramionach płaszczu doskonale dopełnia i uaktualnia nam ten podzielony świat na jeden dzień przed końcem wojny.

Ale tak podzielony świat jest zaledwie tłem, na którym pojawia się Maciek i wobec dramatu tej postaci wszystkie powyższe podziały tracą swą moc, zaczynają działać gdzieś obok. Dlatego też z takim trudem, nawet dziś, chcemy je dostrzegać i tak łatwo ulegamy urokowi tego filmu. Urokowi przede wszystkim postaci wykreowanej przez Zbyszka Cybulskiego.

Maciek nie jest ideowym bojownikiem o sprawę. Niczemu się nie przeciwstawia. Może jest i trochę cynikiem, kiedy powiada nagle do Andrzeja, że nie trzeba tego wszystkiego tak brać na serio, po prostu trzeba się przepchać przez tę całą hecę, nie dać się nabrać i nie nudzić. Cynicznie też zapala papierosa Szczuce, kiedy pierwszy raz widzi twarz swojej przyszłej ofiary. Tak jakby to wszystko, co się wokół niego dzieje nie działo się jeszcze naprawdę, pozbawione było wartości i w jakiś sposób potwierdzało tylko jego działania. Nie lubi Drewnowskiego, który próbuje funkcjonować w dwóch układach. Przez moment nawet mu żal zrozpaczonej kobiety, która płacze po zabitym w zamachu narzeczonym. Jest nawet tą podpatrzoną z hotelowego okna sceną zaskoczony. To przecież on strzelał do uciekającego chłopaka i po raz pierwszy ten fakt dociera do niego z całą brutalnością. Ale po chwili, za cenę kieliszka wódki i pary pończoch scena rozpaczy przeradza się w karykaturę chciwości i braku najmniejszych oznak uczuć po zmarłym.

W niezwykle sugestywny sposób Wajda pokazuje wahanie Maćka w słynnej scenie rozmowy z Andrzejem w toalecie. I tu również to, co na zewnątrz zadecyduje o słuszności podjętej decyzji. Andrzej oparty o drzwi ubikacji, profilem do kamery, statyczny, mówi o honorze, danym słowie i odpowiedzialności. Maciek, ruchliwy i gestykulujący dosłownie, kołysze się na drzwiach, kiedy mówi o miłości, chęci rozpoczęcia normalnego życia bez zabijania. Są od siebie oddaleni, ale kiedy dochodzą do nich coraz donośniejsze odgłosy bankietu z okazji końca wojny i początku nowej władzy, pijackie śpiewy, a potem wrzaski, Maciek powoli zbliża się do Andrzeja i mimo że ma jeszcze prawo się wycofać, oddać broń i odejść do „normalnego” życia, decyduje się na wykonanie zadania.

47 –

Ma już jednak wiele do stracenia. Już jest inny. Przemieniło go spotkanie z Krystyną. Tak jakby to niespodziewane dla niego spotkanie w hotelowym pokoiku z dziewczyną, ta krótka chwila normalności, pozbawiła go pewności, wytrąciła przynajmniej część argumentów, które dotąd kierowały jego postępowaniem. Może spróbował uwierzyć w normalność istniejącego wokół niego świata? To dlatego nie jest już taki pewny siebie, kiedy po raz drugi spotyka Szczukę i zapala mu papierosa. Ma go przecież naprawdę zabić i wie teraz, że jeżeli to zrobi, to jednocześnie i on wszystko straci. A może wie, lub my chcielibyśmy, aby tak było, że jeśli tego nie zrobi, to spopieli go chocholi taniec fałszu i konformizmu. Może musi, czego oczywiście obiektywnie udowodnić się nie da, dokonać tego dramatycznego wyboru pomiędzy popiołem i diamentem. I nie ma już w tym wyborze ani cynizmu, ani irracjonalności działania.

Być może to cytat z Norwida, w książce Andrzejewskiego ozdobnik tylko mocniej akcentujący rację jednej ze stron, który w filmie wprowadza nas w inny świat, gdzie popiół i diament przestają być już zwykłą figurą stylistyczną, prostą metaforą wyboru pomiędzy dobrem a złem, wprowadza nas w świat wartości.

Właściwością wartości jest w istocie rzeczy spełnienie pewnej funkcji w stosunku do życia i jak gdyby wyciskanie na nim swego piętna. Wiarygodne doświadczenie, którego, prawdę mówiąc, nie można potwierdzić obiektywnymi dowodami, daje nam w tym względzie jak najbardziej formalne świadectwo: jeśli poświęcam życie służbie dla jakiejś sprawy, w której jakaś wyższa wartość wchodzi w grę, tym samym moje życie otrzymuje od tej wartości uświęcenie wyłączające je spod zmiennych kolei historii. Poza tym trzeba mieć się na baczności przed wszelkiego rodzaju złudzeniami mnożącymi się wokół wartości; pseudowartości są nie mniej żywotne niż pseudoidee.

(Gabriel Marcel Homo viator)

Ryszard Ciarka

1997 r.

48 –

Wróć do poprzedniej strony

Wybrane wideo

  • O PROGRAMIE APF, dr Rafał Marszałek
  • Fenomen POLSKIEJ SZKOŁY FILMOWEJ, prof. Piotr Zwierzchowski
  • Początki kina na ziemiach polskich
kanał na YouTube

Wybrane artykuły